
To już trzeci raz ruszyli wojowie na trasę rajdu po Kofolę. Był piękny ranek 18 lipca. Fajna rowerowa pogoda. dwunastoosobowa grupka chętnych napić się bursztynowego płynu (różne są gusta i trzeba to uszanować). Z chałupek na Šilheřovice. Potem przepiękną leśną trasą rowerową na Landek. Jeśli ktoś jeszcze kiedyś tu zawita, polecamy zwiedzić kompleks bunkrów czechosłowackiej piechoty ( część czechosłowackich umocnień wojennych wybudowanych w latach 1935–1938). Nie pokonał nas nawet stromy podjazd pod willę Landka i późniejszy ostry zjazd do samej kopalni. Po kilku minutach upragniona Kofola (jak zwał, tak zwał, byle było bursztynowe i z pianką). Oczywiście pół literka, bo mniej się nie opłaca lać do brzucha. Powrót kolejnym pięknym odcinkiem rowerowego szlaku – wzdłuż meandrów Odry. Ostatni przystanek wyznaczyła nam natura. Postój pod wiaduktem spowodowany był koniecznością założenia kurtek antydeszczowych. Musiały wszak przejść próbę ognia (deszczu) w kilkuminutowej ulewie. Teraz już tylko do domu. I czekamy na kolejną wyprawę do bratnich Czechów.

